Hejka!
A teraz biedna Shiro przeprasza za swoje zachowanie. Jednocześnie chcę się usprawiedliwić szkołą i pokręconym tygodniem.
To tekst, mojego autorstwa, a że nigdy czegoś takiego nie pisałam, chciałabym byście to ocenili.
Westchnęłam, podchodząc do okna. Mieszkałam teraz w małym pokoiku na piętrze Karczmy pod Błękitnym Piórem. Wpatrywałam się w niebo nad Kiwerią, które tak samo jak miasto było mi obce. Choć przebywam tu już od jakiegoś czasu, znam te okolice jak własną kieszeń, to nadal nie czuje się tu jak w domu. Po raz kolejny przeczytałam treść dostarczonego zaproszenia. Zdziwił mnie na początku fakt iż ktoś wie gdzie aktualnie przebywam, ale okazało się, że to wiadomość do wszystkich Aktriańczyków. Była to wiadomość o zbliżającym się festiwalu z okazji 10. Rocznicy Zjednoczenia Ziem Aktrii. Mówiło także o balu na cześć Wielkich Sojuszników. Delikatnie zmięłam w palcach papier. Naprawdę miałam ochotę zapomnieć o tym co się kiedyś stało, jednak nawet po tylu latach przeszłość nie zostawiła mnie, a wręcz przeciwnie. Goniła, próbowała zmusić do powrotu. I tym razem jej się udało. Jeszcze raz, spokojnie przeanalizowałam zawartość listu, jednak doszłam do tego samego wniosku, co za każdym razem. Wypadałoby się pojawić. “ Ciekawe, czy mnie rozpoznają...” pomyślałam, jednak po chwili zaśmiałam się. To nierealne by mnie poznali. Bardzo się zmieniłam, nie tylko z charakteru, ale głównie z wyglądu. Kiedyś czarne, krótkie włosy, mieniły się bielą jednocześnie sięgając do pasa. Miałam je związane w warkocz, który luźno kołysał się na plecach z każdym ruchem. Zaokrągliłam się także w biuście i biodrach. Można powiedzieć, że dojrzewanie mnie nagrodziło. Pełne, różowe usta i ciemne, prawie czarne oczy, oraz blada cera. Niektórzy mówili, że wyglądam jak córka księżyca. Powoli oddaliłam się od okna, jednocześnie kierując się do łazienki. Po drodze wzięłam koszule nocną oraz grzebień. Umyłam się, przebrałam i siadłam przed lustrem. Delikatnie zaczęłam rozczesywać swoje włosy. Rozmyślałam, o tym co było kiedyś, co robiłam. Chciałam przypomnieć sobie swoich przyjaciół, ich twarze i osobowości. Chcę wiedzieć jak bardzo się zmienili, gdy ich spotkam. Czy wyglądają inaczej? Jak różne są ich charaktery? Co porabiają? Ostatnie pytanie było bez sensu. Dobrze znałam odpowiedź. W końcu to ja im tą prace dałam. Uśmiechnęłam się pod nosem. Tak, to będzie ciekawe. Najciekawsze przeżycie, od mojego porwania. Odłożyłam szczotkę, po czym skierowałam się do łóżka. Wstanę o piątej, spakuje się i wyruszę po śniadaniu. Droga do celu trwa 3-4 dni. Zdążę na festiwal jeśli wyjadę dość szybko. Nie chcę przegapić takiego widowiska.
Rano wstałam przed wschodem słońca. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy do torby podróżnej, po czym posprzątałam pokój, zaścieliłam łóżko i otworzyłam okno. Zeszłam razem z bagażem na dół, jednocześnie podchodząc do recepcji, załatwiłam wypisanie mnie. Zabrałam prowiant z kuchni, po czym ruszyłam do stajni po konia. Osiodłałam go, przyprawiłam bagaż. Uśmiechnęłam się do siebie.
“Pora wyruszać. Dość uciekania, a poza tym jadę tam na festyn. Będzie dobrze.” prowadziłam wewnętrzny monolog, podświadomie poszukując wymówki, by wrócić do pokoju i zasnąć, zapominając o wszystkim. Jednak nie udało mi się znaleźć wystarczającego usprawiedliwienia. Po parunastu minutach zmagania się z myślami, westchnęłam ciężko i wsiadłam na konia. Czarny rumak potrząsał grzywą, jednocześnie robiąc kroki w przód i tył. Delikatnie poklepałam go po szyi, uspokajająco. Powoli skierowałam zwierzaka do bramy. Gdy tylko opuściliśmy miasto, kazałam Ater przyśpieszyć. Trzeba zwiększyć tempo, jeśli mam się wyrobić.
Wytrzymałam kilka godzin w siodle, lecz później musiałam zejść i rozprostować kości. Rumaka zaprowadziłam do sadzawki, by napił się, zaś ja chodziłam w kółko, jednocześnie jedząc owoce z Karczmy. Gdy oboje uzupełniliśmy siły, ruszyliśmy na zachód, prosto w kierunku Aktrii. Co jakiś czas zwiększałam tępo z kłusu do galopu, albo do cwału. Oboje czerpaliśmy radość z jazdy i wolności jaką ona daje. Wiatr we włosach, w grzywie. Odkąd mieszkałam w Kiwerii, mało jeździłam na Aterze. Wiedziałam, że mój koń nie jest z tego powodu zadowolony. Kary zwierz wywodził się z rasy dzikich koni, które są najszybsze w całej Krainie Sendrei. Jednak są też najtrudniejsze w hodowli, jeśli właściciel nie będzie traktował ich odpowiednio uciekną, albo co gorsza urządzą strajk głodowy. Byłam już świadkiem takich historii.
Ater urodził się w takim miejscu. Gdy zmarł właściciel, a jego stanowisko przejął syn, konie przestały jeść, niektóre zniknęły. Jego matka, także uczestniczyła w tym strajku. Kiedy padła, wiadomo było, że młody także opuści ten świat. Jednak tak się nie stało. Na szczęście znalazłam go, z dala od stajni, przypominał worek kości zawinięty w skórę. Zaopiekowałam się nim, zaś on jakby mnie pokochał. Od tamtego momentu tylko mi pozwalał się dosiadać. Gdy zostawiłam go na pewien czas u dziadków, wszyscy bali się do niego podchodzić. Nie jadł i nie pozwalał się osiodłać. Jak tylko przyjechałam, by go zabrać wrócił do życia. Teraz wiem, że nie mogę go zostawiać, nawet na chwilę. Gdziekolwiek nie podróżuję, zawsze na nim. Wytrzymuje, tak jak w Kiwerii, duże okresy czasu w boksie, nie sprawia kłopotów, słucha się. Tak jakby chciał pokazać, że jest mój i nie mam prawa go zostawić.
Wieczorem drugiego dnia zatrzymaliśmy się na polanie przy rzece. Rozbiłam obóz, rozsiodłałam konia, po czym rozpaliłam ognisko. Było naprawdę przyjemnie. Wspominając przeszłość, oświeciło mnie. Czemu by nie skorzystać z rzeki i porządnie się nie umyć. Rozebrałam się, ubranie ułożyłam w kostkę, po czym weszłam do jeziora. Zimna woda obmyła moje ciało, na początku powodując dreszcze, jednak gdy zaczęłam pływać zrobiło mi się cieplej. Pływałam jednak tylko nieznacznie oddalając się od brzegu. Choć świecił księżyc, nie chciałam stracić z oczu obozowiska. Po jakimś czasie poczułam, że pora wychodzić z wody. Gdy już miałam opuścić plażę, usłyszałam miauknięcie. Nie był to odgłos leśnych kotów, nie. To było coś zdecydowanie mniejszego.
Nie zważając na zimno, zaczęłam powoli skradać się do miejsca hałasu. Okazało się, że między krzakami leży małe, porzucone przez matkę kociątko. Było ono całe białe, zaś oczy miał koloru nieba. Co prawda, kolory te o tej porze wydawały się czarne, jednak nie miałam problemu by to określić.
Wzięłam przestraszone zwierzątko na ręce, zaś ono tylko miauknęło przeciągle. Kociak wystawił łapkę, jakby próbował mnie złapać, po czym wtulił się w moją pierś. Uspokoił się po chwili, wsłuchując się w uderzenia mojego serca. Gdy wychodziłam z krzaków, usłyszałam niecierpliwe parsknięcie, oraz uderzenia kopytem. To Ater, niecierpliwił się. Czasami miałam wrażenie, że gdyby mógł, nie spuszczał by mnie ze wzroku, cały czas był obok mnie. Nawet w czasie kąpieli, czułam jak sprawdza czy nic mi nie jest.
- Wychodzę już, spokojnie.- powiedziałam to i kichnęłam - Mógłbyś przynieść mi ręcznik?
Usłyszałam jak się oddala. “ On jest naprawdę mądrym stworzeniem.” przemknęło mi przez myśl. Po chwili słychać było stukot kopyt. Koń w pysku trzymał zielony materiał. Podał mi go, a gdy okryłam się zaczął wpatrywać się to we mnie, to w kociaka. Wyglądało to jakby pytał: Po co nam to? Czemu to trzymasz?
- Został porzucony, ma mniej niż 3 tygodnie. Zaopiekujemy się nim, dobrze?
Ater jakby z aprobatą spojrzał na małego, po czym prychnął, co oznaczało u niego tyle co “tak”. Pogłaskałam konia, po czym poszłam się ubrać. Myślałam jednocześnie nad tym czym mam nakarmić to słodkie stworzonko.
Kolacja była bardzo prosta. Dla mnie kawałek chleba z mięsem, dla karego parę marchewek i jabłek, zaś dla kotka... No właśnie co? Przeszukałam bagaż, z nikłą nadzieją,w poszukiwaniu mleka, jednak żadnego nie znalazłam. Wtedy pomyślałam o rzece. Tam muszą być ryby, przecież czułam jak coś podjada mi martwy naskórek na stopach. Zerknęłam na Ater. Okazało się, że leżał blisko ogniska. Delikatnie zbliżyłam się do niego, po czym ułożyłam przy nim maleństwo. Kotek wtulił się w większe zwierze, zaś koń spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się i poprosiłam go by zaopiekował się kotem, bagażem i obozem.Pokazałam, że idę łowić ryby, na co on spojrzał na mnie jakby z wahaniem. Przekonać go pomogło mi stworzonko, które jeszcze bardziej przysunęło się do konia. Ten cicho prychnął, a ja szybciutko poszłam łowić rybki.
Szczęście mnie nie opuściło i udało mi się złowić 3 małe rybki. Jako, że nie mam mleka, postanowiłam zrobić zupkę. Obrałam rybki, pokroiłam, pozbyłam się ości i wrzuciłam je do garnka z wodą. Nie dodawałam żadnych przypraw, jedynie zrobiłam płynne danie.
“Mam nadzieję, że maluch to zje.” pomyślałam próbując. Było bez smaku. Miejmy nadzieję, że kociakowi jednak zasmakuje.
Gdy kładłam się , oba zwierzaki już zasnęły, jednak wystarczyło bym zbliżyła się na wyciągnięcie ręki, a Ater natychmiast otworzył oko. Spojrzał na mnie jakby z wyrzutem, po czym delikatnie zmienił pozycję, bym i ja mogła zasnąć wtulona w swego towarzysza. Powoli, by mnie zbudzić małego, oparłam się o udo konia. Jego sierść jest tak przyjemna w dotyku.
Obudziłam się, gdy do moich oczy dotarły pierwsze promienie słońca. Wstałam i rozprostowałam mięśnie. Ranki są takie rześkie. Zerknęłam na karego, który bacznie obserwował mnie oraz okolicę. Kotek nadal spał wtulony z konia. Powiedziałam, że zaraz wracam. Szybko pobiegłam umyć twarz, oraz zapleść włosy. Gdy tylko skończyłam poranną toaletę, znalazłam jakiś materiał i związując go w coś przypominającego nosidełko dla dzieci. Powolutku, z największą dozą ostrożności wzięłam kotka i spakowałam go do nosidełka. Przez chwilę wydawało mi się, że wstał, ale on tylko wygodniej się ułożył i poszedł spać dalej. Zjadłam śniadanie, spakowałam wyciągnięte rzeczy, wyszczotkowałam oraz osiodłałam Atera. Wsiadłam na niego, po czym ruszyliśmy do celu.
Koń, który na początku wydawał się niechętny w sprawie przygarnięcia tego kociaka, zmienił zdanie i teraz starał się cwałować jak najdelikatniej.
W połowie drogi młody obudził się, jednocześnie miaucząc o jedzonko. Na początku miałam obawy czy wypije ten dziwny napój, jednak gdy on zaczął wylizywać to z chęcią, bardzo się ucieszyłam. Przez nowego pasażera, przerwy były częstsze. Jednak nie mieliśmy straconej drogi, bo dzięki tym przerwom, Ater dużo więcej oraz chętniej cwałował. Można powiedzieć, że nawet nadgoniliśmy trochę drogi.
Następnego dnia, byliśmy już w mieście. Znalazłam dość dobrą karczmę, gdzie można było trzymać zwierzęta. Wielu magów, nielicznych elfów, albo krasnoludów miało swoich pupili. Głównie właśnie ze względu na nich, powstały takie karczmy.
Wchodząc do stajni, zauważyłam iż wszystkie boksy są pełne. Kazałam Aterowi, by tam został jednak on mnie nie posłuchał. Szedł za mną, jednak ja nie trzymałam uprzęży. Gdy tylko otworzyłam wielkie drzwi, uderzyła we mnie woń piwa oraz mięsa. Wzbudziłam niezwykłą sensację. Białowłosa kobieta, z tygrysem górskim na plecach u której z boku przechadza się najprawdziwszy dziki koń. To z pewnością był niezwykły widok.
Podchodząc do recepcji, zobaczyłam kątem oka jak ktoś próbuje dotknąć Atera. Zareagowałam instynktownie. Stanęłam między wysokim magiem a karym koniem, który już drżał z podniecenia. Jako dziki koń, nauczył się walk o terytoriom w dzieciństwie. Teraz wykorzystywał to w przypadku, właśnie takich wścibskich ludzi.
- Radziłabym nie podchodzić do Atera. Jest dość agresywny.- mówiąc to puściłam rękę maga. Wyglądał na wstrząśniętego.
- Witam w Karczmie u Ssi Maegi. W czym mogę pomóc?- spytał się właściciel wyłaniający się z zaplecza, na początku w ogóle nie zwracając uwagi na sytuację w korytarzu. Szybko jednak zabiła od niego ciekawość, gdy zorientował się na przeciwko jakiego cudu stoi.- Przepraszam, jeśli mogę spytać, czy to Dziki Koń z Ouest Bord? A to co ma panienka, na plecach to Górski Tygrys Północny?
- Tak. Jeśli to panu nie przeszkadza chciałabym wynająć pokój dla mnie oraz kota i boks dla Atera. Czy to problem?- spytałam spokojnie jednocześnie nasłuchując. Słyszałam tylko szepty niedowierzania, oraz oddechy zgromadzonych ludzi.- To jak?
- Oczywiście. Jednakże ostatni wolny pokój jest przy murze, oraz ma miejsce na 4 osoby. Nie mam także wolnych boksów...
- Gdzie ten pokój?- zapytałam przerywając mu. Naprawdę nie lubię gdy ktoś rozwodzi się na takie nudne tematy.
- Nie rozumiem.- powiedział zmieszany właściciel
- Tu nie ma nic do rozumienia. Jeśli to panu nie przeszkadza, to zajmę ten pokój. Będzie wystarczająco dużo miejsca dla kota i konia. Oczywiście płacę z góry.- na początku przestraszony właściciel, teraz wyglądał na zadowolonego.- Jaka cena za tydzień wynajmu?
- 14 złotych monet.- odpowiedział, jakby pewny tego, że odpuszczę. Jednak ja wyciągnęłam z kieszeni 5 rubinów, wielkości kciuka, na co większość zgromadzonych, aż wstrzymała oddech.
- To za wynajem, posiłki dla mnie oraz zwierząt. Starczy, prawda?
Po tym wydarzeniu, odebrałam klucz do pokoju, po czym ruszyłam do celu. Kotek, który już się obudził, z ciekawością oglądał wszystko dookoła. Za to Ater wyglądał na zdenerwowanego i oburzonego. Dobrze wiedziałam o co mu chodzi. We mnie, też kipiała złość, o tamtych wydarzeniach.
Idąc korytarzem, mijałam kolejne pokoje, których drzwi otwierały się z zaciekawieniem. Znów usłyszałam szepty podziwu oraz niedowierzeń. Gdy tylko znalazłam się w odpowiedniej części kompleksu, otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się spory pokój, z oknami oraz tarasem.
Wpuściłam karego do pomieszczenia, po czym zamknęłam drzwi na klucz. Nie chciałam by kto wparował do mojego pokoju.
Pomieszczenie było utrzymane w błękitnych i zielonych tonach. Posiadało rozległą łazienkę, oraz salon. Były także 4 wygodne łóżka. Na jedno rzuciłam bagaż, a resztę złączyłam ze sobą, tworząc wielkie łoże.
Na tym skończyłam, ale mam takie pytanie:
Pisać dalej?
Jeszcze raz przepraszam.
Shiro
Na tym skończyłam, ale mam takie pytanie:
Pisać dalej?
Jeszcze raz przepraszam.
Shiro
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz