Promienie słońca brutalnie wdarły się do mojego pokoju. Westchnęłam, przecierając dłonią oczy. Chciałam odwrócić się i pójść spać dalej, lecz przypomniałam sobie, że dzisiaj muszę być wcześniej w firmie. Wstałam, jednocześnie szukając dłonią moich okularów, które powinny znajdować się na szafce nocnej. Gdy tylko poczułam dobrze znane mi metalowe ramówki, przeklinając szefa, założyłam szkiełka i powędrowałam do łazienki. Szybko wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się. Wzdychając, spojrzałam na zegar. Jest 7:32.
"Strasznie wcześnie" - pomyślałam, po czym prędko przebrałam się w dres. Skoro zostało mi jeszcze około 3 godzin, to spokojnie mogę iść potrenować. Ostatnio naprawdę rzadko miałam czas wolny. W firmie dużo się zmieniło i dyrektor liczył na nas, byśmy pomagali ogarnąć ten bajzel.
Wychodząc z domu, włączyłam ulubione piosenki i ruszyłam w kierunku parku szybkim truchtem.
Po 1,5 godzinnym treningu, zjadłam śniadanie, przebrałam się i chwytając w dłoń kluczyki ruszyłam na parking.
W budynku byłam aż 30 minut przed czasem. Miałam czas, by poprawić makijaż a przede wszystkim przygotować sobie kawę. Pyszna Latte.
W połowie pracy szef zawołał mnie do siebie.
"Ciekawe co znowu" - idąc do gabinetu, zobaczyłam że sala konferencyjna jest otwarta. To co mnie zdziwiło to fakt, że cała sala jest pusta, a gdzie krzesła?
Weszłam, a od progu powitała mnie boskość szefa.
W czasach licealnych mój przełożony, Martin był modelem. Jednak chodź minęło tyle czasu, to nadal nie stracił swego uroku.
- Kristino usiądź - poprosił.
- Tak? Po co szef mnie wezwał? Czy czegoś nie dopatrzyłam? - rzadko zdarzało się, by mnie wzywano. Jestem jedną z najlepszych pracownic i wypromowałam już kilka gwiazd, nie tylko literatury ,ale także i muzyki.
- Nie, nic nie zrobiłaś. Wszystkie twoje gwiazdki są świetne. Niektóre już wspięły się na szczyt, inne błyskawicznie wschodzą. - uśmiechnął się i nagle pochylił się, by wyciągnąć coś z szafki. Było to pudełko, w szarym papierze, owinięte czerwoną wstążką. Zdziwiłam się. Nie często dostawałam zadania, by dostarczyć jakiś prezent. Pewnie któryś z podopiecznych wybił się do wyższej ligi.
- Komu mam to...
- To dla Ciebie.- przerwał mi, po czym podał mi pudełko.
- Eh..e.. Dziękuję szefie.- rozpakowałam, wzięty upominek. Okazało się, że to sukienka.
Była ładna, jasnozielona z czarną koronką wokół pasa. Sięgała mi do kolan, odsłaniając moje szczupłe nogi. Kolor idealnie grał z moimi zielonymi oczami i czarnymi włosami do łopatek.
- Z jakiej to okazji?- spytałam niepewna, dlaczego dostałam ten prezent.
- Pójdziesz ze mną na imprezę upamiętniającą naszego założyciela. Mogłabyś pamiętać w końcu to twój ojciec.
Przewróciłam oczami. Nikt nie wiedział, że jestem córką naszego założyciela Daniela Grentrie. No prawie nikt. Jedynym poinformowanym był właśnie Martin. Choć wiele razy proponowano mi wyższe stanowisko, za każdym razem odmawiałam. Dobrze mi było, tu, gdzie szkoliłam gwiazdy, pomagałam wydawcom i pokazywałam jak stworzyć wizerunek idola.
- Dobrze, w takim razie kiedy mam przyjść?- zapytałam, nie widząc innego wyjścia.
- Dziś o 20, w tej sukience w siedzibie naszej firmy.
Porozmawiałam z nim jeszcze chwilę, wypytując o obecnie zaproszone osoby. Gdy w końcu żegnałam się z nim, usłyszałam, że mam czas wolny do 20. Wróciłam do domu, w torebce trzymając prezent. Spojrzałam na zegarek. Była 16:29. Mam dużo czasu.
Przebrałam się i udałam na trening, jednocześnie umówiłam się że znajomą stylistką. Miała wpaść do mnie i zrobić mnie na bóstwo.
Gdy gotowa do wyjścia spojrzałam w lustro nie mogłam uwierzyć, że osoba w tafli to ja. Włosy ,zamiast dwóch niskich kucyków, spięte miałam w luźnego koka.
Ubrałam buty na szpilkach, choć bardzo rzadko w nich chodziłam. Jednak w końcu ta uroczystość jest ważna.
Na miejscu spotkała mnie miła niespodzianka. Każda dama dostawała kwiat białej róży. Były piękne. Ja swoją włożyłam w kok.
Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku sali. Tasowałam wzrokiem tłum szukając Martina, mojego ojca bądź innych znanych mi osób. Rozpoznałam kilku sławnych pisarzy, nawet mojego podopiecznego, który w 1,5 roku został autorem bestsellerowej sagi. Pomachałam mu po czym podszedł do mnie wraz z innymi i zaczął rozmowę. Okazało się, że jest teraz milionerem, a jego opowieści sprzedają się w 20 krajach. To naprawdę ogromny sukces. Pogawędka trwała dość długo, lecz przeprosiłam ich gdy tylko dostrzegłam szefa. Zamyśliłam się. On zawsze mi kogoś przypominał. Tylko kogo...
-Witajcie.-przywitałam się z moim ojcem, moją macochą, Martinem i moją podopieczną Tirą. Chwyciłam Martina pod ramię i zapytałam się Tiri o czym rozmawiali. Piosenkarka zaśmiała się, po czym odeszła pośpiesznie. Ja zaś nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytanie.
Ojciec momentalnie zaczął mnie wypytywać o pracę oraz życie prywatne. Zapytał także dlaczego odrzucam wciąż propozycje wyższych stanowisk. Odpowiedziałam tak jak zwykle. Po prostu kocham tworzyć gwiazdy, pomagać wydobywać ich talent. Kocham to. Po długich rozmowach, hucznym toaście i jeszcze wielu krótszych rozmowach, mogłam w końcu odpocząć. Wraz z Martinem usiadłam na tarasie. Podał mi drink, ja zaś zapatrzyłam się w niebo.- Jesteś piękna.- powiedział, a ja odwróciłam głowę. On zaś z zaskoczenia pocałował mnie. Delikatnie, tak jakby się bał, że ucieknę.- Przypomnij sobie. Swoją pierwszą gwiazdkę. Pierwsze płótno. Pierwszą miłość. Pierwszy sukces. Przypomnij sobie moje oddanie. Nic się nie zmieniło. Kristi...- mężczyzna szeptał mi do ucha, a ja zatraciłam się we wspomnieniach.Przypomniałam sobie jak wraz z ojcem promowałam swoją pierwszą gwiazdę. Był nim właśnie Martin Keltrie. - Od tamtego momentu, chciałem byś zauważyła mnie jako mężczyznę i pokochała. Proszę... - mówiąc to przybliżył się i pocałował mnie znowu. Delikatnie. Jakby myślał,że to sen. Siedziałam nieruchomo, jak posąg. Po chwili oprzytomniałam. - Nigdy nie byłeś zwykłą gwiazdą. Byłeś moim pierwszym dziełem. Jesteś dla mnie wśród nich najważniejszy.- powiedziałam, po czym zapłonęłam na twarzy żywym ogniem. - Więc nie jestem Ci obojętny? - Nie... - odpowiedziałam po czym odwzajemniłam jego pocałunek, który z delikatnego stał się namiętny. Jego usta były tak delikatne...Po chwili przerwało nam ktoś wołający mojego szefa w końcu to on to organizował. Westchnęliśmy, po czym uśmiechnęliśmy się do siebie. Wstaliśmy, jednak nim ruszyliśmy poczułam zimny metal dotykający mojej szyi. Zerknęłam, na Martina, który uśmiechał się jakby dostał najlepszy prezent na świecie. Pocałował mnie, po czym wyszeptał mi do ucha:
Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku sali. Tasowałam wzrokiem tłum szukając Martina, mojego ojca bądź innych znanych mi osób. Rozpoznałam kilku sławnych pisarzy, nawet mojego podopiecznego, który w 1,5 roku został autorem bestsellerowej sagi. Pomachałam mu po czym podszedł do mnie wraz z innymi i zaczął rozmowę. Okazało się, że jest teraz milionerem, a jego opowieści sprzedają się w 20 krajach. To naprawdę ogromny sukces. Pogawędka trwała dość długo, lecz przeprosiłam ich gdy tylko dostrzegłam szefa. Zamyśliłam się. On zawsze mi kogoś przypominał. Tylko kogo...
-Witajcie.-przywitałam się z moim ojcem, moją macochą, Martinem i moją podopieczną Tirą. Chwyciłam Martina pod ramię i zapytałam się Tiri o czym rozmawiali. Piosenkarka zaśmiała się, po czym odeszła pośpiesznie. Ja zaś nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytanie.
Ojciec momentalnie zaczął mnie wypytywać o pracę oraz życie prywatne. Zapytał także dlaczego odrzucam wciąż propozycje wyższych stanowisk. Odpowiedziałam tak jak zwykle. Po prostu kocham tworzyć gwiazdy, pomagać wydobywać ich talent. Kocham to. Po długich rozmowach, hucznym toaście i jeszcze wielu krótszych rozmowach, mogłam w końcu odpocząć. Wraz z Martinem usiadłam na tarasie. Podał mi drink, ja zaś zapatrzyłam się w niebo.- Jesteś piękna.- powiedział, a ja odwróciłam głowę. On zaś z zaskoczenia pocałował mnie. Delikatnie, tak jakby się bał, że ucieknę.- Przypomnij sobie. Swoją pierwszą gwiazdkę. Pierwsze płótno. Pierwszą miłość. Pierwszy sukces. Przypomnij sobie moje oddanie. Nic się nie zmieniło. Kristi...- mężczyzna szeptał mi do ucha, a ja zatraciłam się we wspomnieniach.Przypomniałam sobie jak wraz z ojcem promowałam swoją pierwszą gwiazdę. Był nim właśnie Martin Keltrie. - Od tamtego momentu, chciałem byś zauważyła mnie jako mężczyznę i pokochała. Proszę... - mówiąc to przybliżył się i pocałował mnie znowu. Delikatnie. Jakby myślał,że to sen. Siedziałam nieruchomo, jak posąg. Po chwili oprzytomniałam. - Nigdy nie byłeś zwykłą gwiazdą. Byłeś moim pierwszym dziełem. Jesteś dla mnie wśród nich najważniejszy.- powiedziałam, po czym zapłonęłam na twarzy żywym ogniem. - Więc nie jestem Ci obojętny? - Nie... - odpowiedziałam po czym odwzajemniłam jego pocałunek, który z delikatnego stał się namiętny. Jego usta były tak delikatne...Po chwili przerwało nam ktoś wołający mojego szefa w końcu to on to organizował. Westchnęliśmy, po czym uśmiechnęliśmy się do siebie. Wstaliśmy, jednak nim ruszyliśmy poczułam zimny metal dotykający mojej szyi. Zerknęłam, na Martina, który uśmiechał się jakby dostał najlepszy prezent na świecie. Pocałował mnie, po czym wyszeptał mi do ucha:
- Kocham Cię Kristino...
To był zdecydowanie najlepszy dzień mojego życia.
Skoro Amy coś narysowała, to ja coś napisałam.
Przepraszam za poślizg.
Shiro
PS. I jak myślicie? Dobrze wychodzi mi pisanie? Przepraszam z góry za wszystkie błędy ortograficzne.
Skoro Amy coś narysowała, to ja coś napisałam.
Przepraszam za poślizg.
Shiro
PS. I jak myślicie? Dobrze wychodzi mi pisanie? Przepraszam z góry za wszystkie błędy ortograficzne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz