sobota, 19 marca 2016

Drugi tekst Shiro, przygoda w mieście.

Cześć wszystkim.
Tu Shiro z kolejnym tekstem. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Gdy dałam to do przeczytania Amy, miała zawadiackie komentarze. Aż popłakałam się ze śmiechu. 
Było by mi miło, gdybyście też skomentowali, podzielili się waszymi uwagami.

 Ściągnęłam nosidełko, zaś kota puściłam na podłogę. Mały, ciekawski stworek ruszył z nosem przy ziemi, badając otoczenie. Położyłam się na łóżku, jednocześnie głośno wzdychając. To było takie przyjemne...
Po paru minutach kary, podszedł do mnie i szturchnął mnie łbem. Wygląda na to, że czymś się martwił. Mimo wielkiej niechęci wstałam i podążyłam za koniem. Okazało się, że kot próbował przejść pod szafą, ale utknął. Zaśmiałam się pod nosem. Po chwili, pomogłam małemu wydostać się. Gdy tylko jego łebek był wolny, zaczął skakać i mruczeć. Po chwili zaatakował, tylko po to by położyć się na mnie i słuchając bicia serca zasnąć.
Delikatnie ułożyłam go na łóżku, jednocześnie prosząc Atera o przypilnowanie małego i pokoju. Ten parsknął niechętnie. Szybko wyszłam, zamykając drzwi na klucz, skierowałam się do restauracji. Zjadłam porządny obiad, a wracając wzięłam ryby, 3 litry mleka, czystą wodę, marchewkę, jabłka, kostki cukru i jeszcze parę innych rzeczy. Dość szybko znalazłam się przy  pokoju. Już chciałam wyciągnąć klucze, kiedy niechcący zahaczyłam o klamkę. Drzwi były otwarte. Serce mi stanęło, a co jeśli im się coś stało? W błyskawicznym tempie znalazłam się w środku. Jednak tam spotkała mnie niespodzianka. Kotek leżał na jakimś mężczyźnie, jednocześnie podgryzając jego palce u rąk. Zaś Alter siedział na dwóch obcych osobach, kobiecie i mężczyźnie. Westchnęłam głośno, po czym poszłam do łazienki umyć ręce.
Gdy wróciłam usiadłam wygodnie w fotelu śledząc wzrokiem ich ruchy oraz oceniając liczbę i cenę szkód jakie wyrządzili. Niewiele zostało zniszczone.
- Czego tu chcieliście? Kto was przysłał?- spytałam się mężczyzny leżącego pod koniem. To on pierwszy się ocknął, więc nie tracąc czasu uklęknęłam przy nim.
Wyglądało na to, że albo go dobrze opłacili, albo to on był jednym z twórców planu. Westchnęłam. Właśnie takich sytuacji próbowałam uniknąć, a tu na dzień dobry takie kłopoty. Musiałam trochę mu pomóc, ale po pewnym czasie wyśpiewał mi wszystko. Otóż mag, który rano próbował podejść do Atera, chciał by ukradli go razem z tygrysem. Podniosłam nogę z jego ręki, jednocześnie prosząc konia by wstał. Spojrzał na mnie, tak jakby ledwo się powstrzymywał od zjedzenia go. Pokazałam mu, że jeśli go tknie to pożałuje. Wstał, jednak jakby specjalnie, podeptał rękę mężczyzny. Kobiety nie tknął. Gdy tylko puścił ich, ranny skulił się, a jego siostra przytuliła go. Ledwo powstrzymywała się od płaczu.
- Takie interesy nie są dla kobiet, moja droga. Pamiętaj o tym na przyszłość.- powiedziałam, po czym podeszłam do łóżka i kotka. Od jakiegoś czasu nie gryzł już palców, a bacznie oglądał moje przesłuchanie. Szybko i sprawnie, podniosłam małego, po czym zrzuciłam z łóżka mężczyznę. Ten szybko zerwał się na równe nogi i podbiegł do szefa. Głośno wypuściłam powietrze. Cała trójka ze strachem w oczach, spojrzała na mnie niepewnie.
- Skoro już wszyscy się obudzili, prosiłabym byście wyszli. Chciałabym jeszcze, żebyście przekazali waszemu zleceniodawcy, że to niebezpieczne porywać się z motyką na słońce.- powiedziałam, po czym nagle przypomniałam sobie, że to nie ich wina.
- Edre, mógłbyś podejść?- zapytałam, siadając wygodnie na łóżku.- Nie gryzę.
Słaby uśmiech zawitał na ich twarzach. Brązowowłosy mężczyzna, szybko znalazł się przede mną. Gdy pokazałam mu, by wyciągnął zranioną rękę, jego mina zrzedła. Prawdopodobnie myślał, że utnę mu ją, bo taką karę za kradzież przewidywało prawo. Jednak ja tylko polałam ją zieloną substancją, z flakonika który miałam zawsze przy sobie. Rana natychmiast zaczęła się goić. Spojrzeli na mnie z mieszanymi uczuciami. Widziałam w ich wzroku strach, szacunek, niepewność. Schowałam buteleczkę po czym zawołałam Atera. Ten oburzenie miał wręcz wypisane w oczach i postawie. Jednak nie protestował. Podszedł, a ja delikatnie zaczęłam masować jego klatkę piersiową. Miał tam ranę, której pewnie nie zauważył. Wolałam nie ryzykować. Palcami wmasowałam delikatnie zielony płyn w rozcięcie. Parsknął.
- Pani, czy mógłbym wiedzieć jak masz na imię?- odezwał się ten, na którym leżał tygrysek. Miał szare włosy oraz tego samego koloru oczy. Postawą był raczej drobny, jednak widać było zarys mięśni.
- Nie ukrywam, że to pytanie mnie zdziwiło. Dlaczego chcesz wiedzieć?
- Chcę wiedzieć, komu razem z rodzeństwem jestem winny służbę.- mówiąc to pokłonił się. Szybko zrozumiałam, że nie mają innego wyjścia, niż przyjmowanie takich spraw.- Jestem Marte, to jest moja siostra- Klari, a tego już znasz.
- Mówcie mi Rava. Miło mi was poznać.
Rozmawialiśmy przez jakiś czas. Mówili o sytuacji ich rodziny, o sprawach w mieście. Odpowiadali na moje pytania. Obiecali także, że gdy będę potrzebować pomocy, pomogą mi, bez względu na wszystko. W końcu, poprosiłam by wyszli na co oni ukłonili się i niezauważenie opuścili  pokój.
Opadłam bez sił na łóżko. To będę miała przerąbane.
Gdy odzyskałam siły, wstałam i poszłam zrobić kolację dla zwierząt. Mleko w misce, oraz rozdrobnione rybki postawiłam pod stołem, gdzie maluch błyskawicznie się znalazł. Z rozbawieniem oglądałam jak szybciutko je swój obiad. Gorzej było z Aterem. Nalałam mu wody do wanny, jednak nie tknął jej. Podałam mu jabłko oraz marchewkę i kostki cukru. Nie zjadł nic. Wiedziałam o co mu chodzi.
Dzikie plemienia koni z Ouest Bord jedzą mięso. W hodowlach nie pozawala się im na ten zwyczaj, jednak ja co jakiś czas dawałam mu surowe dania z kaczek, świń. Nie raz jadł ze mną także ryby.
Westchnęłam przeciągle. Szybko opuściłam pokój, kierując się do spiżarni. Tam znalazłam skrzynie suszonego mięsa, oraz świeże na hakach.Chwyciłam i zabrałam
Podałam mu je, po czym odwróciłam się do okna. Zawsze, gdy jadł takie rzeczy odchodził jak najdalej. Jednak, że teraz znajdujemy się w apartamencie, nie ma gdzie iść. Wyszłam na taras. Niebo było piękne.
Zachodzące słońce, zafarbowało je na różowo, czerwono i żółto. Powoli zaś z błękitu robił się granat. Wiatr zaplątał się we włosach, zapraszając je do tańca. Szum liści działał kojąco. Nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł. Skoro, oboje z Aterem jesteśmy zdenerwowani, to czemu by nie udać się na przejażdżkę.

Gdy oba stworzonka zjadły obiad, ubrałam się w płaszcz, założyłam nosidełko na plecy. Wzięłam kotka na ręce i wyszłam z pokoju. Kary minął mnie, kierując się w stronę wyjścia. Miał założone siodło, które pięknie prezentowało się na jego sierści. Zakluczyłam drzwi, po czym razem ze zwierzętami ruszyłam do wyjścia. W recepcji siedział właściciel. Gdy tylko mnie zobaczył, natychmiast podszedł, pytać się czy coś się stało. Poinformowałam go, że koń potrzebuje ruchu i idę na przejażdżkę. Ten tylko ukłonił się i wrócił na swoje poprzednie miejsce.
Włożyłam kotka do chusty, zaś sama wskoczyłam na siodło. Chwyciłam lejce, kierując się w stronę bramy. Szybko znaleźliśmy się poza miastem. Pokazałam Aterowi, że może cwałować. Chwyciłam się mocno.
Wiatr szalał w moich włosach, muskał mnie po twarzy. Czułam szczęście karego. Zatrzymaliśmy się po jakimś czasie, na dużej polanie. Niedaleko znajdował się strumyk. Zsiadłam. Zaciągnęłam z Ater siodło oraz uprząż. Wyciągnęłam kotka, po czym puściłam go wolno. Mały skakał radośnie przy mnie.
Usiadłam na brzegu mocząc nogi w wodzie. Kot wraz z koniem bawili się, biegali i gonili. Spojrzałam w niebo. Tak, to niebo, które znałam od urodzenia. To ono towarzyszyło mi w pierwszych próbach, pierwszej władzy, pierwszej wojny. Dzięki niemu jestem kim jestem. Kocham je tak samo jak Ater, jak przyjaciół. Jak kochanka.
Położyłam się na plecach, rozmyślając. Powracały do mnie wspomnienia, opowieści i historie mojej ojczyzny. Przypominałam sobie wesołe i smutne chwilę. Znów przed oczami miałam te sceny, ten strach, niepewność... Po policzku spłynęła mi łza. Delikatnie i powoli spłynęła po policzku, by spaść na trawę. Westchnęłam. Pora się zbierać.
Zawołałam Atera. Ten w chwilę później znalazł się przy mnie. Założyłam mu siodło, po czym sama wskoczyłam na nie zwinnie. Zdziwiony tygrysek, przechylał łebek wpatrując się we mnie. Uśmiechnęłam się. Ruszyliśmy galopem. Kotek gonił nas, a gdy opadł z sił, kazałam karemu się zatrzymać. Wzięłam małego na ręce i skierowaliśmy się do miasta.
- Wiesz Ater, trzeba by dać małemu jakoś na imię. Co ty na to?
Prychnął. Czyli też tak uważa.
- Ale najpierw, mam ważne pytanie. Czy wiesz jakiej jest płci?
Zaprzeczył. Ja także tego nie wiem. Jutro jak ruszę na miasto, muszę zaleźć hodowcę. On mi powie. Westchnęłam, powoli wypuszczając powietrze.
Mały wtulił się w moje plecy, cicho mrucząc. Tak, wyjście na miasto bez Ater z kotkiem, będzie zdecydowanie najtrudniejszym zadaniem, do czasu festiwalu.
Uśmiechnęłam się po nosem. Tak, to będzie trudne zadanie, ale takie lubie najbardziej.


Podzielcie się swoimi uwagami, w komentarzu. 
P.S. Przepraszam za wszystkie błędy jakie się wkradły. Jeśli jakieś są, będe wdzięczna za uwagę.

Shiro

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz